Czasami najtrudniejszy nie jest kolejny kilometr, ale samo wyjście z domu. W Sierpnicy w Górach Sowich Maciej Brzuchacz rozwija pomysł, w którym spotykają się pies, człowiek, ruch i natura. Tak powstała rozwijana przez niego autorska koncepcja dogoterapii trekkingowej Watahy Przyjaznych Łap. Nie chodzi w niej o liczbę przebytych kilometrów ani o psie sztuczki. Najważniejsze jest to, żeby ruszyć.

Pięć samoyedów i husky. Góry Sowie. Świeże powietrze i ludzie, którzy z bardzo różnych powodów potrzebują czasem dodatkowej motywacji, żeby wyjść z domu.

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć: spacer z psami.

Za Watahą Przyjaznych Łap stoi jednak znacznie więcej. Maciej Brzuchacz, prezes Fundacji Wataha Przyjaznych Łap, od około dwóch lat rozwija własny sposób pracy z człowiekiem i psem. Zamiast zamykać zajęcia w czterech ścianach, zabiera uczestników w teren.

Pomysł narodził się podczas wędrówek

Maciej mówi, że pomysł nie powstał przy biurku. Był efektem jego własnych obserwacji oraz rozmów z ludźmi spotykanymi na szlakach.

Zauważył, że dla części osób największą trudnością nie musi być sam wysiłek fizyczny. Problemem bywa zrobienie czegoś znacznie wcześniejszego – wyjście z domu, przerwanie codziennej rutyny i pozostawienie choć na chwilę problemów, które zajmują głowę.

Zaczął więc łączyć rzeczy, które miał właściwie przed sobą: psa, człowieka, ruch, góry i przyrodę.

Z tego połączenia powstał pomysł na dogoterapię trekkingową.

– Na moich zajęciach jest kontakt z psem, ale najważniejszy jest ruch na świeżym powietrzu – mówi Maciej Brzuchacz.

I to zdanie dobrze tłumaczy całą ideę.

Dogoterapia – czym jest i komu może pomagać?

Dogoterapia to określenie różnych form działań z udziałem psa. W zależności od ich charakteru odpowiednio prowadzony kontakt ze zwierzęciem może być wykorzystywany między innymi w aktywizacji, edukacji, rehabilitacji lub jako element szerszego procesu terapeutycznego.

Nie oznacza to, że obecność psa zastępuje lekarza, psychologa, terapeutę czy rehabilitanta. Może natomiast wspierać człowieka w podejmowaniu aktywności, budowaniu motywacji, nawiązywaniu kontaktu z otoczeniem czy przełamywaniu niektórych barier.

W przypadku Watahy Przyjaznych Łap dochodzi do tego jeszcze jeden ważny element – człowiek i pies są w ruchu.

I właśnie tutaj zaczyna się różnica.

Zamiast czterech ścian jest droga

Maciej świadomie wybrał pracę w terenie. Nie chce, żeby jego zajęcia polegały przede wszystkim na prezentowaniu przez psa wyuczonych sztuczek i kontakcie ograniczonym do jednego pomieszczenia.

– Chcę pracować z psami na ich zasadach i wykorzystywać ich naturalne predyspozycje – tłumaczy.

Dlatego Wataha wychodzi w teren.

Czasami jest to spacer, innym razem dłuższa wędrówka. Nie chodzi jednak o zdobywanie szczytów czy osiąganie określonego tempa. Trasa musi być dopasowana zarówno do możliwości uczestnika, jak i psa.

Zwierzę staje się towarzyszem drogi. Chce iść, interesuje się tym, co znajduje się dookoła, reaguje na otoczenie. Człowiek zaczyna podążać razem z nim.

Właśnie wtedy uwaga może przenieść się z własnych problemów na psa, drogę, las, góry czy osoby idące obok.

To na tym Maciej zbudował swoją koncepcję pracy.

Najpierw patrzy w ziemię

Jedna z historii opowiedzianych przez Macieja dobrze pokazuje, dlaczego tak mocno wierzy w tę formę pracy.

Dotyczy jego doświadczeń z częścią uczestników w spektrum autyzmu.

Na początku taka osoba potrafi stanąć z boku. Nie szuka kontaktu wzrokowego, nie odzywa się, patrzy w ziemię.

Maciej podpina psa i ruszają.

Podczas spaceru opowiada o bezpieczeństwie, przyrodzie i samych zwierzętach. Nie oczekuje odpowiedzi i nie próbuje na siłę rozpoczynać rozmowy.

Po pewnym czasie czasami pojawia się pierwszy sygnał.

Delikatny uśmiech. Zmiana spojrzenia. Ręka zaczyna głaskać psa. Później może pojawić się dźwięk, reakcja na otoczenie albo próba kontaktu.

Pies niczego nie wymusza. Jest obok i idzie dalej.

Maciej obserwuje, że u części uczestników właśnie podczas kolejnych metrów zaczyna tworzyć się relacja – najpierw z psem, później z otoczeniem, a czasem również z ludźmi uczestniczącymi w spacerze.

Nie jest to obietnica, że każda osoba zareaguje w taki sposób. Ludzie mają różne potrzeby, możliwości i reakcje. To doświadczenia Macieja z prowadzonych zajęć.

Pokazują jednak, dlaczego w jego pomyśle czasami ważniejsze od rozmowy jest po prostu wspólne ruszenie w drogę.

Dlaczego właśnie samoyedy?

Watahę tworzy pięć samoyedów oraz husky.

Samoyedy to psy od pokoleń związane z człowiekiem i pracą w trudnych, północnych warunkach. Dla Macieja ważne są przede wszystkim ich predyspozycje do ruchu, wędrówki i kontaktu z ludźmi.

Nie zależy mu na tym, żeby nauczyć psa jak największej liczby sztuczek, które później można zaprezentować uczestnikom. Chce wykorzystać to, co dla zwierzęcia jest naturalne.

Podczas zajęć pies idzie razem z człowiekiem. Jego energia, zainteresowanie otoczeniem i chęć wędrówki mogą sprawić, że uwaga uczestnika przenosi się na trasę, przyrodę i to, co dzieje się właśnie w tej chwili.

Pies ma iść, a człowiek ma mieć powód, żeby pójść razem z nim.

Część psów dostała drugą szansę

W Watasze są również psy pochodzące z adopcji.

To kolejny ważny element pomysłu Macieja. Uważa on, że zajęcia oparte na spacerze i ruchu pozwalają pracować z psami poprzez wykorzystanie ich indywidualnych predyspozycji.

Nie oznacza to jednak, że zwierzę ma uczestniczyć w zajęciach za wszelką cenę.

Dobrostan psa pozostaje jednym z podstawowych warunków. Opiekun musi obserwować jego zachowanie, kondycję i reakcje na uczestników. Jeżeli praca ma wspierać człowieka, nie może odbywać się kosztem zwierzęcia.

Maciej podkreśla, że wiele zależy od opiekuna i sposobu, w jaki chce pracować ze swoimi psami.

On wybrał ruch, spacer i otwartą przestrzeń.

Kto może ruszyć z Watahą?

Działania Watahy skierowane są do bardzo różnych osób. Fundacja w swoich celach wskazuje między innymi osoby z niepełnosprawnościami, seniorów, dzieci i młodzież oraz osoby zagrożone wykluczeniem społecznym.

Wśród uczestników działań pojawiają się również wychowankowie domów dziecka, uczniowie czy weterani. Wataha rozwija także Turystykę Wytchnieniową.

Nie oznacza to jednak, że trzeba należeć do jednej z tych grup, żeby wybrać się z Watahą.

Zgłosić może się każda osoba pełnoletnia. Osoby niepełnoletnie mogą uczestniczyć razem z opiekunem.

Powód nie musi być skomplikowany. Ktoś potrzebuje więcej ruchu. Ktoś chciałby wyjść z domu. Inna osoba szuka kontaktu z ludźmi albo po prostu dobrze czuje się wśród zwierząt.

Każdy może mieć swój pierwszy krok.

Tutaj sukces nie zawsze oznacza zdobyty szczyt

W górach bardzo łatwo wszystko przeliczać: kilometry, czas, tempo i przewyższenia.

Tutaj wynik może wyglądać zupełnie inaczej.

Dla jednej osoby sukcesem będzie kilkukilometrowa wędrówka. Dla innej kilkaset metrów. A dla kogoś najważniejsze może być samo pojawienie się na miejscu i ruszenie razem z grupą.

I właśnie wtedy obecność psa nabiera znaczenia.

Zwierzę nie pyta o wynik i nie ocenia tempa. Po prostu chce iść.

Sierpnica jest domem, ale Wataha rusza dalej

Sierpnica w Górach Sowich jest miejscem, w którym Wataha mieszka i z którego wyrusza na kolejne działania.

Projekt nie zamyka się jednak w jednym miejscu. Wataha pojawia się podczas wydarzeń społecznych i integracyjnych oraz organizuje wspólne wyjścia. Z psami dociera także w inne miejsca, łącząc kontakt ze zwierzętami z ruchem i przebywaniem w naturze.

Maciej rozwija swój pomysł od około dwóch lat. Jak mówi, pozytywne zmiany obserwuje podczas samych zajęć, ale równie ważne są dla niego opinie uczestników oraz ich opiekunów.

Zwraca też uwagę na informacje zwrotne od psychologów pracujących z osobami z różnymi potrzebami, w tym z osobami z niepełnosprawnościami ruchowymi i intelektualnymi.

To właśnie te doświadczenia sprawiają, że chce rozwijać swój pomysł dalej.

Człowiek pomaga psu, pies towarzyszy człowiekowi

Historia Watahy nie jest wyłącznie historią o tym, co zwierzę może dać człowiekowi.

Fundacja w swoich celach ma również ochronę zwierząt, opiekę nad zwierzętami bezdomnymi lub źle traktowanymi oraz promowanie ich humanitarnego traktowania.

Relacja działa więc w dwie strony.

Człowiek daje psu opiekę, bezpieczeństwo i uwagę. Pies odpowiada obecnością i gotowością do wspólnej aktywności.

Połączenie kontaktu ze zwierzęciem, ruchu i naturalnego otoczenia jest podstawą pomysłu, który Wataha rozwija od dwóch lat.

Najważniejszy może być pierwszy krok

Dogoterapia trekkingowa rozwijana przez Watahę Przyjaznych Łap nie jest obietnicą rozwiązania wszystkich problemów człowieka.

Jej idea jest znacznie prostsza.

Stworzyć warunki, w których łatwiej będzie wyjść z domu, ruszyć, zainteresować się psem i tym, co znajduje się dookoła. Czasami także nawiązać kontakt z drugim człowiekiem.

Dla osoby patrzącej z boku może to być po prostu grupa ludzi spacerująca z psami po górach.

Dla kogoś, kto jeszcze chwilę wcześniej nie chciał ruszyć z miejsca, ten sam spacer może znaczyć znacznie więcej.

Bo nie zawsze najważniejsze jest to, jak daleko człowiek dojdzie. Czasami największym sukcesem jest pierwszy krok.

Jakub Kobyliński

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej