Materiał własny J.A.MSTUDIO24
KGHM Zagłębie Lubin nie przedłużyło zwycięskiej serii. Po wygranych z GKS-em Katowice oraz Rakowem Częstochowa Miedziowi wrócili na własny stadion, gdzie zmierzyli się z Wisłą Płock. Goście zwyciężyli 2:0 po bramkach Łukasza Sekulskiego i Saïda Hamulicia.
Szczególnie po przerwie Zagłębie przejęło inicjatywę, częściej utrzymywało się przy piłce i zmuszało Wisłę do głębszej obrony. Przewagi nie potrafiło jednak zamienić na bramkę. Brakowało dokładnego ostatniego podania oraz skutecznego wykończenia.
Wisła zagrała konkretniej. Wykorzystała ważny moment tuż przed przerwą, a w doliczonym czasie gry przypieczętowała zwycięstwo.
Pierwsza okazja już na początku spotkania
Zagłębie rozpoczęło odważnie. Już w pierwszej minucie Mateusz Grzybek oddał strzał, po którym interweniował Rafał Leszczyński.
Kolejna dobra sytuacja gospodarzy pojawiła się w 13. minucie. Filip Szymczak przedarł się prawą stroną i zagrał do Marcela Reguły. Młody zawodnik Zagłębia musiał poprawić ustawienie przed oddaniem strzału i ostatecznie uderzył zbyt lekko, aby zaskoczyć bramkarza Wisły.
Goście również potrafili stworzyć zagrożenie. Łukasz Sekulski znalazł się w dobrej sytuacji w polu karnym, ale bardzo dobrze zachował się Zlatan Alomerović, chroniąc Zagłębie przed utratą bramki.
Pierwsza część spotkania była wyrównana, choć Wisła nieco dłużej utrzymywała się przy piłce. W grze Miedziowych momentami brakowało większego tempa przy konstruowaniu ataków. Po zakończeniu meczu zwrócił na to uwagę trener Zagłębia Leszek Ojrzyński.
– Mecz nie był zły w naszym wykonaniu. Może rozgrywaliśmy trochę za wolno piłkę – powiedział szkoleniowiec Miedziowych.
Wisła uderzyła tuż przed przerwą
Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, Wisła wykorzystała jedną z ostatnich akcji przed zejściem do szatni.
Akcja bramkowa rozpoczęła się od straty Szymona Łyczki, który po raz pierwszy znalazł się w podstawowym składzie Zagłębia. Wisła szybko wykorzystała błąd gospodarzy. Žan Rogelj zagrał do Łukasza Sekulskiego, a napastnik gości pokonał Zlatana Alomerovicia.
Płocczanie objęli prowadzenie w jednym z najgorszych możliwych dla Zagłębia momentów – tuż przed przerwą.
– Szkoda, wielka szkoda, tak bym zaczął. Zostaliśmy dzisiaj wypunktowani – mówił po spotkaniu trener Leszek Ojrzyński.
Cztery zmiany i inna druga połowa
Po zmianie stron Zagłębie zaczęło grać wyżej i coraz częściej przenosiło akcje w okolice pola karnego Wisły.
W 58. minucie trener Leszek Ojrzyński zdecydował się na aż cztery zmiany. Na murawie pojawili się Sebastian Kerk, Damian Michalski, Kóstas Kosidis i Marko Mlinarić. Z boiska zeszli Dino Čolina, Mateusz Grzybek, Filip Szymczak oraz Szymon Łyczko.
Reakcja Zagłębia była widoczna. Miedziowi mieli więcej piłki, częściej atakowali i zmusili gości do głębszej obrony. Sebastian Kerk próbował zaskoczyć Rafała Leszczyńskiego efektownym uderzeniem przewrotką.
Aktywny był również Marcel Reguła, który próbował przedostawać się z piłką w okolice pola karnego i szukał miejsca do uderzenia. Podobnie jak całemu zespołowi, zabrakło mu jednak skutecznego zakończenia akcji.
Miedziowi starali się także wykorzystać obecność Kosidisa i Michalskiego w polu karnym. Posyłali dośrodkowania, walczyli o drugie piłki i próbowali strzałów z dalszej odległości. Wisła coraz bardziej koncentrowała się na obronie prowadzenia.
Przewaga była, bramki nie było
Statystyki drugiej połowy dobrze pokazują zmianę obrazu spotkania. Po przerwie Zagłębie miało 65 procent posiadania piłki i oddało 10 strzałów przy trzech próbach Wisły. Miedziowi wykonywali również trzy rzuty rożne, podczas gdy goście w tej części meczu nie mieli żadnego.
W całym spotkaniu Zagłębie oddało 15 strzałów, a Wisła dziewięć. W uderzeniach celnych gospodarze także mieli niewielką przewagę – 6:5. Posiadanie piłki wyniosło 53 procent dla Zagłębia i 47 procent dla Wisły.
Liczby pokazują aktywność gospodarzy, szczególnie po zmianie stron. Pokazują również największy problem Zagłębia w tym spotkaniu – przewaga nie została przełożona na bramki.
Miedziowi potrafili przez dłuższe fragmenty utrzymywać Wisłę w pobliżu jej pola karnego, ale stworzyli zbyt mało naprawdę groźnych sytuacji. Rafał Leszczyński musiał interweniować, jednak większość uderzeń nie sprawiła mu większych problemów.
Wisła zamknęła mecz w doliczonym czasie
Zagłębie do końca próbowało doprowadzić do wyrównania, ale im bliżej było ostatniego gwizdka, tym więcej wolnej przestrzeni pojawiało się na połowie gospodarzy.
W doliczonym czasie gry Wisła wykorzystała jedną z takich sytuacji. Saïd Hamulić zdobył drugą bramkę dla gości i ustalił wynik spotkania na 2:0.
Zagłębie nie rozegrało słabego meczu, ale tym razem sama przewaga w drugiej połowie oraz większa liczba oddanych strzałów nie wystarczyły. Miedziowym zabrakło jakości w najważniejszej części boiska – pod bramką przeciwnika.
Wisła nie stworzyła wielu okazji, ale była skuteczniejsza i potrafiła wykorzystać kluczowe momenty. Pierwszy cios zadała tuż przed przerwą, a drugi w doliczonym czasie gry. To wystarczyło, aby wywieźć z Lubina komplet punktów.
Tekst i wypowiedzi z konferencji prasowej: J.A.MSTUDIO24
Jakub Kobyliński










































































































